O mnie

Moje zdjęcie
Nauczyciel języka polskiego i historii. Pasjonat edukacji. Szczęśliwy mąż i przyszły ojciec. Zwykły człowiek o niezwykłych pomysłach na życie :)

piątek, 12 lutego 2016

Diana

Często bywa tak, że zaniedbujemy w naszym życiu osoby wartościowe, otwieramy zaś serca przed niegodziwcami. Ja również szczerze przyznaję się do owego przeoczenia.

Moja kochana Diano, prawdziwe złoto nie potrzebuje zbytecznych pochlebstw, ani wyszukanych rekomendacji. Blask szlachetnej duszy broni się nawet przed milczeniem poezji. Tylko ślepiec nie dojrzy bogatego wnętrza takiej kobiety, jak Ty.

Jestem więc spokojny o tegoroczne Walentynki, zresztą o przyszłoroczne również.  Miłość to nie kolorowe karteczki z serduszkami, lecz człowiek dla człowieka. Trudno wymarzyć sobie lepszy prezent na Walentynki niż Twoje towarzystwo. A wiesz, że ja nigdy nie kłamię. 

Kojak

Życie mnie zaskakuje. Z dnia na dzień i ciągle od nowa. Siedzę wygodnie przed monitorem i prowadzę przesympatyczną rozmową z Paulą, a tu bęc – nowa wiadomość od nieznajomego mężczyzny. „Dobry wieczór, skąd takie pomysły”? Odpowiedziałem, że samo życie. „Paulina, Sandra, George” – kontynuował zagorzały czytelnik. „Wszyscy bohaterowie mają swoich odpowiedników w realnym świecie” – pośpieszyłem z tłumaczeniem. „Może uda się coś o mnie”? Czemu nie, w zasadzie spoko gość – pomyślałem.

Mój nowy bohater przedstawił się jako łysy Kojak, choć osobiście uważam, że jest znacznie przystojniejszy od Telly'ego Savalasa. Imię Jego Georg, choć nazwisko troszeczkę powiewa chłodem. Moskwa zawsze kojarzy się z mroźną zimą, ale facet miał wyjątkowo przyjacielskie usposobienie.

Rzuciłem pomysł, by opowiedział jakąś śmieszną historyjkę o sobie. Ludzie lubią śmieszne historyjki. „Śmieszne to jest, co tydzień, jak wpadła mi Panna Małgorzata w oko” – wyrecytował przez klawiaturę. Dobra, mamy to – zapisałem w pamięci. „I gadka szmatka na palarni” – dodał. Ciekawie, czy Georg Moskwa pali cygara? Kojak palił, ale nie rapował. Ale nasz Kojak jest lepszy, bo nosi jeszcze biały kombinezon.


Podsumowanie: amerykańska ksywka, wschodnie nazwisko, polska dziewczyna – to musi być wybuchowa mikstura, wstrząśnięta, nie mieszana. Na zdrowie Georgowi i pozostałym czytelnikom. 

czwartek, 11 lutego 2016

Już niedługo Walentynki

Walentynki zbliżają się wielkimi krokami, więc króciutki apel imienny. Bez względu na to, jaki macie stosunek do tego komercyjnego święta, pamiętajcie o kilku podstawowych zasadach:

- ukochanej kobiecie warto przypominać, że jest kochana znacznie częściej niż raz w roku,

- ukochanemu mężczyźnie warto przypominać, że jest kochany przynajmniej wtedy, gdy chce się wyskoczyć na weekend do ulubionej koleżanki lub zrobić drobne zakupy (sukienki, błyszczyki, kolczyki, staniki, itd.),

- mój kolega piekarz T. ma już trzy adoratorki, więc nie musicie wysyłać do Niego Walentynek,

- ja nie mam żadnej adoratorki, więc … (sami sobie, dopowiedzcie),

- Jack jest amerykańskim superbohaterem, Jego skrzynka pocztowa powinna być wypchana miłosnymi wyznaniami,

- Paula jest nieziemską dziewczyną, więc jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, ruszcie dupy, by zrobić Jej nieziemską niespodziankę (niespodzianka x 2, Paula ma siostrę - Sandrę),

- jeżeli chcecie dostać się z Walentynką do mojej sąsiadki K., najpierw zarezerwujcie sobie wolne miejsce,

- Walentynki są obchodzone na całym świecie, nie zapomnijcie więc o Georgu,

- mam taką koleżankę ze studiów – Dianę, którą publicznie rekomenduję do Walentynki, (Panowie, w komentarzu na pewno poda swój adres),

- ogólnie, zbytnio nie szarżujcie, zostawcie odrobinkę miłości na pozostałe dni w roku.


Zapomniałbym. Na znanym portalu społecznościowym zauważyłem, że pewna Kasia polubiła wydarzenie „Robię poślady w Walentynki”. Patrzę na zdjęcia. Droga Pani Kasiu – nie trzeba już nic więcej robić. Naprawdę, wszystko jest w najlepszym porządku!

środa, 10 lutego 2016

Gdańsk dla wtajemniczonych

Studia służą do poszerzania wiedzy. Naprawdę. Bez ironii. Nigdy nie byłem w Gdańsku, a historię miasta znam lepiej niż niejeden rodowity Gdańszczanin. Przedmiot HISTORIA POLSKI do roku 1795. Podaję listę wykładów:

Sytuacja Gdańska w okresie panowania krzyżackiego.
Stosunki pomiędzy Rzeczpospolitą, a Gdańskiem w świetle przywilejów królów polskich dla Gdańska.
Stosunki pomiędzy Rzeczpospolitą, a Gdańskiem za panowania Zygmunta Augusta i Stefana Batorego.
Stosunki pomiędzy Rzeczpospolitą i Gdańskiem za panowania Jana III Sobieskiego.
Dochody gospodarcze Gdańska.
Relacje Gdańska z nowymi instytucjami parlamentarnymi w Polsce. 


A teraz smaczki ze studenckiego notatnika:

„W przywilejach z roku 1472 Gdańsk zobowiązał się wybudować dla króla stajnię dla 200 koni królewskich” (Wiadomo, koń królewski, więc trzeba dokładnie policzyć)

„Trzeci Ordunek składał się z pospólstwa, żeglarzy, kupców. Liczył on 100 osób, plus 8 starszych cechów głównych” (Bez komentarza)

„Jan III Sobieski to postać niezwykle barwna, o ciekawej i bogatej karierze politycznej oraz równie ciekawym życiu osobistym” (prawie, jak prezydent Duda)

„Gdańsk prowadził ożywiony handel zagraniczny. Miasto pozostało potentatem w dostawach surowców leśnych, dużym zainteresowaniem cieszyły się przede wszystkim klepki do beczek na wino, sprowadzane przez Francuzów” (ach, ci Francuzi)

„W okresie lat dekoniunktury stałym odbiorcą zboża pozostały Niderlandy (60-70%). Największa zapotrzebowanie zgłaszała Szwecja – eksport żyta szwedzkiego (niższa cena, gorsza jakość). Pszenica dostarczana z Gdańska do Szwecji stanowiła od 18 do 50 % całych zasobów tego skandynawskiego państwa” (jak bym wiedział, ile wynosiły te zasoby)


Po paru wykładach stwierdziłem, że już nigdy do Gdańska nie pojadę, wolę pooglądać widokówki. 

poniedziałek, 8 lutego 2016

Lech u fotografa

Mój ukochany braciszek odwiedził ostatnio fotografa. Tak, tak fotografa właśnie. Zdjęcia do dyplomu. Rozłożyłem się na białej, dość wygodnej kanapie i czekam. Jedno zdjęcie, drugie, trzecie, czwarte … przy dziesiątym przestałem liczyć. (Ale chłop jest niefotogeniczny). Uff … w końcu.

Teraz Pan fotograf robi mojego braciszka na bóstwo. No wiecie, tam się przytnie, tu doda i gra. Podglądam z boku, jak wygląda ta karkołomna zabawa. Nawet włosów trochę przybyło. Drapię się po mojej błyszczącej glacy. Hmm … ciekawie, czy takiemu wyzwaniu, by podołał? W sumie, szybciej byłoby usunąć trzcinę, którą jeszcze posiadam, niż dodawać brakujące pukle włosów.




Mamusia zażyczyła sobie zdjęcie pocztowe. Do ramki, oczywiście. Dodała, że ja muszę zrobić sobie podobne. Jeszcze nie umieram – stwierdziłem – więc zdjęcie zbyteczne. Byłem bardzo zadowolony z wizyta u fotografa. Mamusia włożyła zdjęcie braciszka do ramki, a ja za dobre sprawowanie (czytaj brak ironicznych uśmieszków) dostałem podobiznę pięknej Pani. Mam nadzieję, że nie po retuszu. 

niedziela, 7 lutego 2016

Jack i Paula

Pozostajemy w bajkowych klimatach. Znany klub w mieście. Tłumy na parkiecie. Wśród obcych, bezimiennych twarzy dostrzegam znaną sylwetkę. Jest i On, jak przystało na prawdziwego superbohatera. Nigdy się nie spóźnia. Na razie w cywilu, bez swoich debeściackich, czarnych okularów. Dziewczyny nie martwcie się, na pewno je dzisiaj założy. Zawsze zakłada, a wtedy nie ma już dla Was ratunku. Jesteście skazane … ska-za-ne … na dobrą zabawę.

Jack, Jack Wisnioviecky. I wszystko w tym temacie.

Jacka doszły już wiadomości o naszym debiucie w TM. Powiedział, że we wtorek nabywa świeżutki numer. Jeżeli sprzedaż tygodnika wzrośnie o tyle punktów procentowych, co oglądalność bloga po wpisie z Jackiem w roli głównej, to redaktor TM będzie bardzo zadowolony.

Jack przyznał, iż ostatni post o bajkach zrył Mu banię (czy coś w tym stylu, na starość mam problemy z pamięcią). Oby istniało więcej ludzi pokroju Jacka, którzy potrafią zatrzymać się nad sensem prostych słów. W pędzie codziennego życia, dar rzadko spotykany.

Jack zapoznał mnie z Paulą. Na werandzie. Weranda to taki ogród, tam można wyjść i zaciągnąć … świeżego powietrza. Jack wyszedł i Paula wyszła, więc spotkali się na miejscu. Obiecałem, że uwiecznię ten przepiękny obrazek. Jak Paula się obudzi, będzie miała miłą niespodziankę.

Nie wiem, co Jack szeptał do Jej wdzięcznego uszka. Nie wiem, jak Paula odpowiedziała na słowa Jacka. Nie potrafię plastycznie opisać tej płomiennej relacji (słaby ze mnie poeta). Jedyne skojarzenie. Romeo i Julia. Banalne porównanie.


Gdy spotykam śliczną dziewczynę, układam o Niej wiersz. Gdy spotykam dziewczynę śliczną i inteligentną, piszę o Niej poemat. Gdy spotykam dziewczynę śliczną, inteligentną i szlachetną, milczę. Jestem bezbronny wobec Jej czystego wnętrza, podobnie jak Jack był bezbronny wobec Pauli.


Mogę jedynie powtórzyć za Szekspirem: „Lecz żaden smutek nie przeważy radości, którą niesie krótka chwila spędzona przy Niej”. 

piątek, 5 lutego 2016

Bajka nie tylko dla dzieci

Puszczam sobie dzisiaj radyjko, tak dla relaksu, na dobry początek tygodnia. Słucham. Sting, Budka Suflera, Enej. Dopiero teraz wgłębiam się w tekst ostatniej z piosenek. „Bajek nie czytaj. Ja wszystkie bajki dobrze znam”. Ja jednak mam inne zdanie. Przeczytałem pewnie w swoim życiu więcej książek, niż wszyscy członkowie zespołu Enej razem wzięci, ale wciąż odkrywam bajki, o których wcześnie nie miałem pojęcia. Na całe szczęście.

Najbardziej lubię te z księżniczkami i wróżkami. Nie są wcale dziecinne, są piękne i wartościowe. Dorośli nie czytają bajek, bo myślą, że posiedli wielką wiedzę. Guzik prawda. Niewiasty biegają do kosmetyczki, by podretuszować wady swojej urody. Faceci spędzają całe dni w pracy, aby następnie wydać ciężko zarobione pieniądze na imprezy lub kobiety. Zawieramy przyjaźnie i miłości w Internecie, a nie zauważamy obok nas samotnego człowieka. Coś tu chyba nie gra.

Przestaliśmy czytać bajki, a tam jak byk stoi: „Słońce jest wspaniałe i jasne, ale gdyby nie ogrzewało ziemi, byłoby tylko martwo świecącą bryłą. Dobroć serca jest tym, czym ciepło słońca, ono daje życie. Piękność bez dobroci jest jako kwiat bez woni albo jak świątynia bez bóstwa. Oczy mogą podziwiać taką świątynię, ale dusza nie znajdzie w niej ukojenia. Bogactwo bez dobroci jest piastunką samolubstwa. Nawet miłość bez dobroci jest tylko ogniem, który pali i niszczy. Wiedzcie, że wasze dary mijają, a dobroć trwa; jest ona jak źródło, z którego im więcej wody wyczerpiesz, tym więcej ci jej napłynie. Więc dobroć – to jedyny skarb niewyczerpany”.


Czasami trzeba cofnąć się do Kopciuszka, aby nie przeoczyć najpiękniejszego balu swojego życia.