O mnie

Moje zdjęcie
Nauczyciel języka polskiego i historii. Pasjonat edukacji. Szczęśliwy mąż i przyszły ojciec. Zwykły człowiek o niezwykłych pomysłach na życie :)

środa, 10 lutego 2016

Gdańsk dla wtajemniczonych

Studia służą do poszerzania wiedzy. Naprawdę. Bez ironii. Nigdy nie byłem w Gdańsku, a historię miasta znam lepiej niż niejeden rodowity Gdańszczanin. Przedmiot HISTORIA POLSKI do roku 1795. Podaję listę wykładów:

Sytuacja Gdańska w okresie panowania krzyżackiego.
Stosunki pomiędzy Rzeczpospolitą, a Gdańskiem w świetle przywilejów królów polskich dla Gdańska.
Stosunki pomiędzy Rzeczpospolitą, a Gdańskiem za panowania Zygmunta Augusta i Stefana Batorego.
Stosunki pomiędzy Rzeczpospolitą i Gdańskiem za panowania Jana III Sobieskiego.
Dochody gospodarcze Gdańska.
Relacje Gdańska z nowymi instytucjami parlamentarnymi w Polsce. 


A teraz smaczki ze studenckiego notatnika:

„W przywilejach z roku 1472 Gdańsk zobowiązał się wybudować dla króla stajnię dla 200 koni królewskich” (Wiadomo, koń królewski, więc trzeba dokładnie policzyć)

„Trzeci Ordunek składał się z pospólstwa, żeglarzy, kupców. Liczył on 100 osób, plus 8 starszych cechów głównych” (Bez komentarza)

„Jan III Sobieski to postać niezwykle barwna, o ciekawej i bogatej karierze politycznej oraz równie ciekawym życiu osobistym” (prawie, jak prezydent Duda)

„Gdańsk prowadził ożywiony handel zagraniczny. Miasto pozostało potentatem w dostawach surowców leśnych, dużym zainteresowaniem cieszyły się przede wszystkim klepki do beczek na wino, sprowadzane przez Francuzów” (ach, ci Francuzi)

„W okresie lat dekoniunktury stałym odbiorcą zboża pozostały Niderlandy (60-70%). Największa zapotrzebowanie zgłaszała Szwecja – eksport żyta szwedzkiego (niższa cena, gorsza jakość). Pszenica dostarczana z Gdańska do Szwecji stanowiła od 18 do 50 % całych zasobów tego skandynawskiego państwa” (jak bym wiedział, ile wynosiły te zasoby)


Po paru wykładach stwierdziłem, że już nigdy do Gdańska nie pojadę, wolę pooglądać widokówki. 

poniedziałek, 8 lutego 2016

Lech u fotografa

Mój ukochany braciszek odwiedził ostatnio fotografa. Tak, tak fotografa właśnie. Zdjęcia do dyplomu. Rozłożyłem się na białej, dość wygodnej kanapie i czekam. Jedno zdjęcie, drugie, trzecie, czwarte … przy dziesiątym przestałem liczyć. (Ale chłop jest niefotogeniczny). Uff … w końcu.

Teraz Pan fotograf robi mojego braciszka na bóstwo. No wiecie, tam się przytnie, tu doda i gra. Podglądam z boku, jak wygląda ta karkołomna zabawa. Nawet włosów trochę przybyło. Drapię się po mojej błyszczącej glacy. Hmm … ciekawie, czy takiemu wyzwaniu, by podołał? W sumie, szybciej byłoby usunąć trzcinę, którą jeszcze posiadam, niż dodawać brakujące pukle włosów.




Mamusia zażyczyła sobie zdjęcie pocztowe. Do ramki, oczywiście. Dodała, że ja muszę zrobić sobie podobne. Jeszcze nie umieram – stwierdziłem – więc zdjęcie zbyteczne. Byłem bardzo zadowolony z wizyta u fotografa. Mamusia włożyła zdjęcie braciszka do ramki, a ja za dobre sprawowanie (czytaj brak ironicznych uśmieszków) dostałem podobiznę pięknej Pani. Mam nadzieję, że nie po retuszu. 

niedziela, 7 lutego 2016

Jack i Paula

Pozostajemy w bajkowych klimatach. Znany klub w mieście. Tłumy na parkiecie. Wśród obcych, bezimiennych twarzy dostrzegam znaną sylwetkę. Jest i On, jak przystało na prawdziwego superbohatera. Nigdy się nie spóźnia. Na razie w cywilu, bez swoich debeściackich, czarnych okularów. Dziewczyny nie martwcie się, na pewno je dzisiaj założy. Zawsze zakłada, a wtedy nie ma już dla Was ratunku. Jesteście skazane … ska-za-ne … na dobrą zabawę.

Jack, Jack Wisnioviecky. I wszystko w tym temacie.

Jacka doszły już wiadomości o naszym debiucie w TM. Powiedział, że we wtorek nabywa świeżutki numer. Jeżeli sprzedaż tygodnika wzrośnie o tyle punktów procentowych, co oglądalność bloga po wpisie z Jackiem w roli głównej, to redaktor TM będzie bardzo zadowolony.

Jack przyznał, iż ostatni post o bajkach zrył Mu banię (czy coś w tym stylu, na starość mam problemy z pamięcią). Oby istniało więcej ludzi pokroju Jacka, którzy potrafią zatrzymać się nad sensem prostych słów. W pędzie codziennego życia, dar rzadko spotykany.

Jack zapoznał mnie z Paulą. Na werandzie. Weranda to taki ogród, tam można wyjść i zaciągnąć … świeżego powietrza. Jack wyszedł i Paula wyszła, więc spotkali się na miejscu. Obiecałem, że uwiecznię ten przepiękny obrazek. Jak Paula się obudzi, będzie miała miłą niespodziankę.

Nie wiem, co Jack szeptał do Jej wdzięcznego uszka. Nie wiem, jak Paula odpowiedziała na słowa Jacka. Nie potrafię plastycznie opisać tej płomiennej relacji (słaby ze mnie poeta). Jedyne skojarzenie. Romeo i Julia. Banalne porównanie.


Gdy spotykam śliczną dziewczynę, układam o Niej wiersz. Gdy spotykam dziewczynę śliczną i inteligentną, piszę o Niej poemat. Gdy spotykam dziewczynę śliczną, inteligentną i szlachetną, milczę. Jestem bezbronny wobec Jej czystego wnętrza, podobnie jak Jack był bezbronny wobec Pauli.


Mogę jedynie powtórzyć za Szekspirem: „Lecz żaden smutek nie przeważy radości, którą niesie krótka chwila spędzona przy Niej”. 

piątek, 5 lutego 2016

Bajka nie tylko dla dzieci

Puszczam sobie dzisiaj radyjko, tak dla relaksu, na dobry początek tygodnia. Słucham. Sting, Budka Suflera, Enej. Dopiero teraz wgłębiam się w tekst ostatniej z piosenek. „Bajek nie czytaj. Ja wszystkie bajki dobrze znam”. Ja jednak mam inne zdanie. Przeczytałem pewnie w swoim życiu więcej książek, niż wszyscy członkowie zespołu Enej razem wzięci, ale wciąż odkrywam bajki, o których wcześnie nie miałem pojęcia. Na całe szczęście.

Najbardziej lubię te z księżniczkami i wróżkami. Nie są wcale dziecinne, są piękne i wartościowe. Dorośli nie czytają bajek, bo myślą, że posiedli wielką wiedzę. Guzik prawda. Niewiasty biegają do kosmetyczki, by podretuszować wady swojej urody. Faceci spędzają całe dni w pracy, aby następnie wydać ciężko zarobione pieniądze na imprezy lub kobiety. Zawieramy przyjaźnie i miłości w Internecie, a nie zauważamy obok nas samotnego człowieka. Coś tu chyba nie gra.

Przestaliśmy czytać bajki, a tam jak byk stoi: „Słońce jest wspaniałe i jasne, ale gdyby nie ogrzewało ziemi, byłoby tylko martwo świecącą bryłą. Dobroć serca jest tym, czym ciepło słońca, ono daje życie. Piękność bez dobroci jest jako kwiat bez woni albo jak świątynia bez bóstwa. Oczy mogą podziwiać taką świątynię, ale dusza nie znajdzie w niej ukojenia. Bogactwo bez dobroci jest piastunką samolubstwa. Nawet miłość bez dobroci jest tylko ogniem, który pali i niszczy. Wiedzcie, że wasze dary mijają, a dobroć trwa; jest ona jak źródło, z którego im więcej wody wyczerpiesz, tym więcej ci jej napłynie. Więc dobroć – to jedyny skarb niewyczerpany”.


Czasami trzeba cofnąć się do Kopciuszka, aby nie przeoczyć najpiękniejszego balu swojego życia. 

środa, 3 lutego 2016

Płatna miłość ...

Już niedługo Walentynki. W telewizorze szaleństwo, w sklepach również. Kupują na potęgę. Dla chłopaka, dla dziewczyny. Prezenty. Kolczyki. Srebrne. Złote. A ja to oglądam i myślę, że choć raz w roku warto nikogo nie mieć.

Reklama maszynek do golenia. Dla Pań. Na Walentynki, że niby okazja. Ale płacą oczywiście Panowie. Śmieszne.

Twierdzą w tej reklamie, że jak kobieta się ogoli, od razu Cię pokocha. Ja wiem, że to ściema. Zwykła perswazja (nie mylić z perwersją). Co mają niegolone nogi do miłości? Włosy przeszkadzają zobaczyć serce? Nie sądzę.

Ale T. daje się nabrać. Rusza na miasto i kupuje. Nie wiem dla kogo. Dla H., W. albo K. A może dla całej trójki. Jak się wszystkie trzy ogolą w jednym czasie, będą istne Wenus z Milo. Prawa młodości. Jak byłem młody, też kupowałem. Lepiej, żeby nie kochali mnie wcale, niż za pieniądze. Banał, ale jakże aktualny przed Walentynkami.


Kocha się codziennie całym sobą, za charakter, wnętrze, intelekt, poczucie humoru … a nie od święta za przemijające błyskotki. Amen. 


wtorek, 2 lutego 2016

Georg - polskie dobro eksportowe

Zanim przedstawię Wam kolejnego bohatera opowiastki, muszę skomentować Wasze komentarze. Po tym jak Jack udostępnił posta na znanym portalu społecznościowym licznik bloga zaczął wariować i przekroczył 1000 odsłon. Siedzę z Ptaszkiem. oraz B. na poddaszu i wspólnie delektujemy się komercyjnym sukcesem. Uśmiech nie schodzi z mojej twarzy, ale wiem, gdy wrócę do domu i przytulę się do swojej ukochanej podusi, to odbiję na niej delikatną, niewinną łzę szczęścia. Tacy jesteście niesamowici. Nie egzotyczni, osobliwy, dziwaczni, lecz po prostu wyjątkowi. Jack robi doskonałe bity, A. cudowne paznokcie, B. wszędzie Cię podwiezie, a T. … pije dużo alkoholu i zawsze udaje Chińczyka. Z Waszej wyjątkowości powstają wyjątkowe historie. Ja tylko nieporadnie ubieram je w słowa. Wszystko w tym temacie.

Zauważyłem, że męscy bohaterowie mają większe wzięcie od żeńskich postaci. Większość czytelników to chyba kobiety, a prawdziwa kobieta lubi poczytać o prawdziwym mężczyźnie z krwi i kości. Tak, wiem, co kochacie – te jędrne pośladki, napięte bicepsy, porażający intelekt. Taki właśnie jest nasz kolejny superbohater – Georg, w wolnym tłumaczeniu na język polski Grześ.

Georg to przyjaciel Jacka. Gdy Georg wróci z zagranicy i spotyka Jacka, robi niezłą imprezę zwaną potocznie rozpierduchą. W okresie letnim zaprasza gości do Domu Strażaka, podobno wyciąga węże i leje z nich cudowny, ożywczy napój prosto do gardeł swoich gości. Warto odwiedzać imprezy organizowane przez Georga, co z pewnością potwierdzi Kasia Mountain (nazwisko panieńskie). Co tam się działo. Jedni wychodzili na czworaka, drudzy wypełzali, ktoś zasnął na stole, inny pod.

Georg robił u siebie także Sylwestra, korzystając z nieobecności rodziców. O Panie, jaka tam była balanga, a jakie towarzystwo. George, Jack, Stanley (Stach), Damiano, Duży Majs (polska pisownia fonetyczna). Wszyscy trzeźwi. Uwierzcie dziewczyny, żaden z nich nie pije. Naprawdę. No może odrobinkę. Trochę więcej niż odrobinkę, o tak na spróbowanie. Jedną lub dwie butelki. Na głowę. Niewiele.


A ile Georg zna kobiet. Pięknych kobiet. Georg dał mi nawet numer do Śnieżynki, to jest dopiero urocza i miła niewiasta. Georg ostatnio u Niej wizytował w dalekiej Holandii. Wstawił takie zdjęcie, jak Oni wyglądali. Piękni i Młodzi. Romeo i Julia, lepiej Angelina Jolie i Brad Pitt. Ludzie sukcesu.


Krążą plotki po wsi, że Georg – fan muzyki klubowej ma problemy z dotrwaniem do końca każdej imprezy. Podobno szybko wpada w objęcia Morfeusza i tak śpi, śpi, aż do kolejnej imprezy. Jak Królewa Śnieżka i obok niego chodzi  siedmiu krasnoludków w kusych spódniczkach, płci żeńskiej rzecz jasna. Osobiście nie daję wiary tym pomówieniom, przecież Georg nie przespałby żadnej okazji poznania wartościowej dziewczyny. 

poniedziałek, 1 lutego 2016

Przepaść

Letnia, pogodna, cicha noc. Wzrok skierowany ku górze. Na czystym, bezchmurnym niebie rozbłysła konstelacja Centaura. Siedział na samym skraju przepaści, skąd nie było odwrotu. Lewą dłonią gładził delikatny kosmyk jej włosów, czuł każde uderzenie serca, słyszał najdrobniejszy szept. Znał, pamiętał, tęsknił.

Cudowna woń rumianku wypełniała intymną przestrzeń spotkania. Jej ulubiony zapach, jego upragnione szczęście. Wszystko rozprysło się w ułamku chwili, w gorzkim smaku słów. Niepotrzebnych. Gdyby tylko mógł zawrócić, cofnąć wskazówkę zegara o jedną, dwie godziny. Za późno.

Prowadził jej niewidzialną rękę daleko przed siebie. Tam, na widnokręgu, ich wspólna gwiazda. Zgasła. Został sam. Zraniony, bezbronny, dziki. Drżał. Krzyczał w milczeniu. Cierpiał w bezwładzie. Odeszła na zawsze.


Pochylił się. Spojrzał w dół. Jeszcze raz z powrotem. Widział uśmiechniętą twarz. Widział pogodne oblicze. Widział otwarte serce. Znał, pamiętał, tęsknił. Skoczył. Nie rozwinął skrzydeł. Upadł. Upadł, bo tylko ona mogła go podnieść.