O mnie

Moje zdjęcie
Nauczyciel języka polskiego i historii. Pasjonat edukacji. Szczęśliwy mąż i przyszły ojciec. Zwykły człowiek o niezwykłych pomysłach na życie :)

poniedziałek, 11 lipca 2016

Krzemciovlog

Jak zwykle jestem spóźniony. Po raz kolejny muszę uderzyć się w piersi, ponieważ przeoczyłem ważne wydarzenie kulturalne – debiut słynnego youtubera. Krzemciovlog – i nie trzeba nic więcej dodawać. Już teraz Jego autograf kosztuje całe trzy złote, a popyt rośnie. Gorące fanki liczą choćby na kosmyk włosów. Przesłuchałem wszystkie nagrania i w niektórych z nich odkryłem ważne prawdy egzystencjalne. „Bo zdrada to jest ciężki kamień na sercu”. Mickiewicz? Słowacki? Nie, Krzemciovlog. Z niecierpliwością oczekujemy na następne odcinki. Dziewczyny już zacierają ręce. Prawda? :)

Dalej w las



Kiedyś to były jednak piękne czasy. Wraz z nadejściem lata ludzie gromadami biegli do lasu. Podjeżdżał ciągnik, wszyscy ładowali się na przyczepę i poszli. Uśmiechy na twarzach, zapał do zbierania. Pamiętam doskonale. Miałem takie malutkie, niebieskie wiadereczko. Dostawałem za nie całe 15 złoty. Nigdy nie marudziłem, zbierałem wytrwale. Mój brat marudził i mama zawsze mu dosypywała. Dzisiaj na jagody nie chodzi, bo wie, że mama już nie dosypie. Niestety.

Teraz prędzej spotkasz w lesie dzika, aniżeli człowieka. Wokoło pustka. Nawet nie ma do kogo „gęby” otworzyć. Spoglądam na zegarek tzn. na telefon. Zero połączeń i wiadomości. Na szczęście godzinę wskazuje dobrą. Czas do domu. Wiadro na rower i w drogę.


- Jak tam jagody? – słyszę za sobą głos jednego Pana (z wyglądu turysta).

- A dziękuję, całkiem dobrze. Tylko cena licha.

- Na piwko będzie.

- Na książki – odpowiadam z uśmiechem. Piwa nie piję.


Jegomość spojrzał się na mnie, jak na durnia. No cóż, chyba nie uwierzył. Ruszam dalej. Jeszcze dwie spore górki do pokonania. Ale te samochody pędzą. Wszyscy „walą” nad morze. Mogliby trochę zwolnić, a nie jeszcze trąbią. Z pełnym wiadrem wcale nie tak łatwo utrzymać równowagę. Z dwoma wiadrami byłoby łatwiej, ale w taką pogodę tyle nie nazbieram. W końcu jutro też jest dzień, a wakacje długie.

środa, 6 lipca 2016

Deszcz

Noc. Była noc. Lepka, cicha, przyjazna. Jedna z wielu. Tak wyjątkowa. Przychodził niemal codziennie. Powolnym krokiem, bez celebracji. Nad rzekę życia i śmierci. Naturalnie. Tu spuszczał głowę. Tu serce otwierał. Dziękował, prosił, przepraszał. Inni milczeli, inni szydzili, a wiatr łaskawy łzy z duszy ocierał. Na zawsze. W błękicie tafli wyryte imię. Cedził przez usta. Miarowo. I każde drżenie kruchego ciała, odbiło echem przepiękne słowa. Zginęła wcześnie w wiosennej porze. Bez zbytniej fantazji, polotu. W jego pamięci jej obraz nie zblednie. Pomimo myśli skąpanych w zmroku.

 

poniedziałek, 4 lipca 2016

Grzybobranie

-  Może nauczyłbyś mnie kiedyś zbierać grzyby?
- Ale tutaj nie ma nic do nauki, chodzisz i zbierasz.
- No ale wiesz, jakieś rady dla początkującego.
- Powiem Ci tak. Z grzybami to jest jak … z kobietami. Zanim na coś trafisz, musisz swoje wychodzić. Chodzisz i chodzisz. W kółko.
- Ale trzeba chyba znać miejsca?
- Oj tam miejsca. Zanim znajdziesz kobietę swojego życia, musisz poznać tysiące innych. Podobnie jest z grzybami. Najpierw oglądasz glebę, a gdy dojdziesz już do wprawy, to wiesz, gdzie uderzyć.
- Aha.
- Słyszysz?
- Co takiego?
- Jak rosną grzyby. Skup się, słyszysz?
- Niespecjalnie.
- Ja też nie. Z ust kobiety też nie usłyszysz, czego potrzebuje. Musisz rozpoznać pewne gesty, pozy i zachowania.
- Nie myślałem, że to jest takie trudne.
- Trzeba być cierpliwym, bardzo cierpliwym. Grzyby i kobiety uczą pokory.
- Wytłumacz mi tylko jedno. Skoro pomiędzy kobietą, a grzybem jest tyle analogii, dlaczego na tym pierwszym polu idzie ci tak kiepsko.

- Odpowiedź jest bardzo prosta – grzyby są bardziej przewidywalne od kobiet.

 

niedziela, 3 lipca 2016

Rozmowy wieczorową porą

Przesympatyczna, lecz lekko podchmielona brunetka zmierza w naszą stronę. Tylko znowu nie zaczynaj swojej głupiej gadki – słyszę z boku głos wiernego kompana. Spokojnie – mam wszystko pod kontrolą. Będę miły, jak na Grzesia przystało. Zobaczysz.

- Dobry wieczór.
- Dobry wieczór. Coś się stało? Czym mogę Pani służyć?
- Mam na imię Monika. Wyglądasz na samotnego, więc pomyślałam, że podejdę i zagadam.
- Myślałem, że dziewczyny nie oceniają facetów po wyglądzie.
- No ja nie oceniam.
- Powiedziałaś, że wyglądam na samotnego.
- Bo wcale się nie bawisz.
- Bo nie ma z kim.
- Nie ma tu pięknych kobiet?
- Nie wiem, nie znam wszystkich dziewczyn w tym klubie.
- Ale tak na oko.
- Na oko oceniam urodę, ale nie piękno.
- Aha, rozumiem. Mogłabym cię prosić?
- Prosić? Ale o co?
- No o taniec.
- Niech Pani się nie krępuje, parkiet jest prawie pusty.
- Ale mi chodziło o nas.
- Słucham?
- Ja z tobą.
- Ja nie potrafię tańczyć.
- Spokojnie, pokażę ci krok.
- No wie Pani, dopiero co się poznaliśmy.
- Ale ja mówiłam o tańcu.
- Wiem, o czym Pani mówiła, słucham przecież.
- Jesteś bardzo specyficzny.
- Wolę jak mówią, że wyjątkowy. Ale specyficzny też ładnie.


5 minut po rozmowie. I jak ci poszło? – opowiadaj. Trochę musiałem się postarać, ale w końcu odpuściła. Wiesz, że nie lubię pijanych kobiet. 

sobota, 2 lipca 2016

Cytat na dziś

Literatura trafia do mnie bardziej niż którakolwiek z innych dziedzin sztuki. Z niej wypływa prawdziwa mądrość. Tylko brać garściami i wcielać w życie. Cytat na dziś: „Będąc artystą powinieneś prowadzić równie uregulowany tryb życia, jak gdybyś studiował teologię, filozofię lub inną gałąź wiedzy, a to oznacza jeść i pić z umiarem przynajmniej dwa razy na dzień … chronić i oszczędzać rękę, nie dopuszczając do zmęczenia wywoływanego rzucaniem kamieni lub sztabami żelaza. Jest jeszcze jedna okoliczność, której nawroty mogą uczynić twą rękę tak chwiejną, iż będzie drżeć i trzepotać bardziej niż liście pod podmuchem wiatru, a jest nią nazbyt częste bawienie się w towarzystwie kobiet”.


Amen. 

Na tropie borsuka

Rok szkolny zakończony. Sezon leśny rozpoczęty. Rower między nogi i jazda. Na wielkie spotkanie ze światem natury. Daleko od telefonu i komputera. Daleko od problemów i obowiązków. Błoga cisza, przerywana cudownym świergotem ptaszków. Sen na jawie. Nagle gdzieś odpływam. Zamyśliłem się. Wiem, zbyt często tego nie robię, gdyż myślenie nigdy nie uchodzi bezkarnie. Tym razem było podobnie. Chyba zgubiłem drogę. O cholera, a mama sto razy powtarzała, aby w wakacje nie wysilać mózgu. Spokojnie, idę dalej. Hen, daleko. W paprocie. Przede mną przepiękny widok. Pięć malutkich borsuków. Tata – borsuk, mama – borsuk, synek i córeczka oraz teściowa – borsuk. Skąd wiem, że teściowa? Wyraźnie trzymali ją na uboczu. Chciałem podejść i zagadać, bo dodatkowo wyglądała na wdowę, ale w końcu zrezygnowałem. Pewnie by mnie pogoniła. Ja biegam szybko.  Nie wiem tylko, czy szybciej niż przeciętny borsuk. Może sprawdzę następnym razem, choć jak znam życie, moja borsukowa pani będzie już wtedy zajęta. Natura ma swoje prawa i bywa naprawdę bezwzględna.