Zajechaliśmy z B. pod Polo. B. w kierunku monopolowego, ja starym,
dobrym zwyczajem na mięsny, po moje kochane parówki. Jeden z nielicznych
produktów, które potrafię sam sobie przyrządzić. Mama mówi, że wkładają tam same
odpadki. Oj tam, pakuję do koszyczka. Pani sprzedawczyni ładnie się
uśmiechnęła. 10 zł, bo dzisiaj promocja, jeszcze nie zdążyliśmy nanieść.
Dziękuję – również się uśmiecham. Jeszcze mamy w promocji udziec – dodaje
ekspedientka. Spoglądam na B., od razu przypominam sobie przeboje ostatniej
imprezy. Moja Pani nadal ładnie się uśmiecha, około 50 na karku. No może, gdyby
była o 10 lat młodsza skusiłbym się także na udziec, a tak zostałem tylko przy
parówkach.
Nowy projekt wydawniczy bezrobotnego nauczyciela - Grzesia i Jego kolegi piekarza - Pana T., a w nim potężna dawka humoru, a także szczypta emocjonalnych uniesień. Uniwersalne tematy w dziejach ludzkości - miłość, przyjaźń, przemijanie. Wszystko w imię dobra rodzimej literatury. Gorąco zapraszamy !!!
O mnie
- Grzegorz Sierocki
- Nauczyciel języka polskiego i historii. Pasjonat edukacji. Szczęśliwy mąż i przyszły ojciec. Zwykły człowiek o niezwykłych pomysłach na życie :)
poniedziałek, 14 marca 2016
niedziela, 13 marca 2016
7 rzeczy, których nie dowiecie się o mężczyznach ...
Często dziękuję Panu Bogu, że obdarzył mnie – prostego i nędznego człowieczka, tak ważnym przymiotem, jakim jest rozum. Rozum służy do różnych skomplikowanych operacji m.in. do odróżniania czegoś pięknego od totalnego kiczu. Dzięki rozumowi właśnie wiem, że wartość niektórych filmów mogę rozpoznać już po samym tytule.
„7 rzeczy, których nie wiecie o facetach” – głosi kolorowy afisz przed kinem. Nigdy nie obejrzałem i nie obejrzę, lecz przypuszczam, prawie ze 100 % prawdopodobieństwem, iż wspomniany film nie da potencjalnemu odbiorcy nawet namiastki wiedzy o facetach. W każdym bądź razie na pewno nie o mnie. Słaby ze mnie facet, no ale zawsze, przynajmniej według podręcznika do biologii. Ogólnie wkurzyłem się na reżysera. Na podstawie 7 bohaterów wydawać osąd o całej męskiej populacji to chyba leciutka przesada. Każdy z nas jest jedyny w swoim rodzaju, wyjątkowy i tajemniczy. Jak jajeczko niespodzianka potrzebuje ciągłego odkrywania. Drogie dziewczęta, lepiej wyjść ze swoim facetem na kawę i ciacho niż zmarnować 1,5 godziny na powyższy seans. Jestem przekonany, że przyniesie to lepszy rezultat w poznawaniu męskiego ego.
Wszak teoria i praktyka rzadko pokrywają się w rzeczywistości.
czwartek, 10 marca 2016
Dzień Mężczyzny
Z
powodu problemów technicznych troszeczkę się ostatnio zapuściliśmy tzn.
dokładnie ja się zapuściłem, bo piekarz T. ciągle w formie. Ale wracamy w
najlepszym z możliwych momentów. Przeczekaliśmy w milczeniu Dzień Kobiet, by
zaatakować ze zdwojoną siłą w Dzień Mężczyzn. O kobiecym pięknie wspominamy
praktycznie codziennie, ale dzisiaj jest ten jeden wyjątkowy dzień w roku,
kiedy należy się kilka ciepłych słów także Panom. Ogólnie powinna to pisać
jakaś kobieta, a nie ja. W sumie niewiele posiadam ze stuprocentowego
mężczyzny, no może jedynie ładne oczy … to też nie jest cecha stuprocentowego
mężczyzny? No trudno, w każdym razie króciutkie życzenia z okazji dzisiejszego
Święta.
Drogi
mężczyzno, chłoptasiu, facecie
Niech
Ci się wiedzie przy jednej kobiecie
Niech
Ci się szczęści wieczorem, z rana
By
Twa kobieta była kochana
Nie
tylko w dzień przelewu wypłaty
Bądź
mądry, szlachetny i nawet bogaty
Nie
pij za dużo, nie pracuj zbyt wiele
I
nie przesypiaj wszystkich niedzieli
Miej
krzepę i siłę, jak dobry piekarz
A
nie dobije Cię żaden lekarz
Słuchaj
bitów wyłącznie Jacka
A
nie dopadnie Cię nuta podłości
Przy
Jego hitach ogrody miłości
Otworzą
się na wyciągnięcie dłoni
Aż
Georg przybędzie z dalekiej toni
I
znów się zacznie balanga w remizie
Na
naszej ziemi, w polskiej Ibizie
Niech
trwa, od poniedziałku do niedzieli
By
wszyscy faceci w końcu wiedzieli
Że
być mężczyzną znaczy kochać życie
Takiej
miłości mężczyznom dziś życzcie
niedziela, 6 marca 2016
W Dzień Kobiet wystroję się jak Bijons
Zachodzę do T., a ten leży na stole. Trzy golarki obok. Co Ty wyprawiasz - pytam? Jak to co? Golę się od pasa w dół - odpowiada. Po jasną cholerę? - kontynuuję lekko zdziwiony. Aby zaimponować swojej kobiecie - rozwiewa moje wątpliwości T.
Hmm ... może jednak lepiej, że nikogo nie mam.
A Ty, pełnowartościowy mężczyzno, co zrobisz w Dzień Kobiet, by Twoja Luba wiedziała, jak bardzo Ją kochasz ? :)
Piekarz na wolnym
Z
wielkim żalem i smutkiem przyjąłem wiadomość o chwilowej niedyspozycji mojego
ulubionego piekarza. Macam się, macam i dochodzę do wniosku, że już czas na
małe postrzyżyny. W końcu zbliża się Dzień Kobiet, trzeba jakoś wyglądać, a T.
zwichnął sobie paluszek, tzn. palucha. Z takim paluchem raczej mnie nie
przyjmie, zresztą R. zwiększył stawkę za wypożyczenie maszynki - dwa wina. Za
równowartość dwóch win obetnie mnie również normalny fryzjer z dyplomem. Swoją
drogą bardzo mnie ciekawi, jaka panienka urządziła tak T., musiała mieć spory
temperament. Zajechałem pod kościół. Nie na mszę, do fryzjera. Fryzjer
przyjmuje naprzeciwko kościoła. Pięć minut i po kłopocie. Krócej niż na
spowiedzi. Przeglądam się w lusterku. No, no Sierocki, jeszcze niejedna się
obejrzy ... na mięsnym w Polo, jak staniesz pomiędzy kośćmi, a świeżą
wołowinką.
piątek, 4 marca 2016
Kręgle
Kasia ponownie wpadła na świetny pomysł, organizując uczelniany wypad na kręgle. Nie samą nauką człowiek żyje, nawet jeśli zna wszystkie dzieła Dostojewskiego od A do Z, jak nasz promotor T., nie mylić z piekarzem T. Od piekarza do promotora dość długa droga, choć zarówno jeden, jak i drugi mogą pełnić rolę mentora. Promotor T. jest mentorem dla studentów i doktorantów, piekarz T. jest mentorem bułeczek i rogalików.
To był mój pierwszy raz, tzn. kręgle. Na początku miałem problem, aby włożyć palce w odpowiednie dziurki. Kompletnie się na tym nie znam. Kasia wiedziała lepiej, poinstruowała mnie, że kciuk do największej. Dobrze? - zapytałem dla pewności. Doskonale - odpowiedziała. Oczywiście nasz kochany promotor T. nie miał żadnych problemów z ułożeniem palców. Prawdziwy mężczyzna z krwi i kości, choć jak się dokładnie przyjrzałem to bardziej z kości. Lata doświadczeń robią swoje, nie tylko w pracy dydaktycznej, ale też na kręgielni.
Ja rozpędzałem się powoli. Pierwsze 8 rzutów na zero. Forma stabilna, ale słaba - myślę. Pocieszał mnie fakt, iż Marta parę rzutów zupełnie spaliła, ja przynajmniej trzymałem się na torze. Dopiero później zaczaiłem, że trzeba kulę bardziej położyć, o tak do dołu. Wtedy lepiej idzie. Nie mogłem o tym wiedzieć, nikogo wcześniej w takiej pozycji nie układałem. Promotor T. układał, to akurat zrozumiałe, Wojtek wyraźnie też, ale żeby nawet Michał - to już wykraczało poza ramy mojej wyobraźni.
I runda dla promotora, T., choć do 100 punktów zabrakło jednego oczka. W drugiej to ja brylowałem, rzucając za siebie i za Dorotkę. Czułem się prawie, jak Maria Komornicka Piotr Włast. Wygrana. Może teraz dostanę buziaka od mojej ulubionej Pani Profesor. Czekam od pierwszego roku studiów licencjackich. Lata lecą, włosów coraz mniej, a obietnica niespełniona, bo Pani Profesor niby wciąż chora.
wtorek, 1 marca 2016
Znajomy klub w mieście
Na
studiach filologicznych pojawia się w pewnym momencie taki magiczny przedmiot –
metodologia badań literackich. I na tym przedmiocie uczą, jak analizować dzieło
literackie pod różnym kątem. No wiecie, piekarz T. ma foremki, trzepaczkę i
nóż, a filolog ma określoną metodologię i musi ją znać, aby dobrać się do
konkretnego dzieła.
Jedną
z metodologii badań literackich jest geopoetyka. W ramach geopoetyki można np.
dowieść, jak dana przestrzeń wpływa na samopoczucie bohatera. Prawdziwa
opowieść to nie tylko fascynujący ludzie, ale także ciekawe i inspirujące
miejsca. Tyle uczelnianego wywodu, teraz praktyka.
Wszystkie
drogi naszych bohaterów wiodą w jednym kierunku. Wszyscy pędzą do znanego klubu
w mieście. Sobotnia lokomotywa rozkręca się na dobre, a ja pytam słowami poety:
„A skądże to, jakże to, czemu tak gna? A co to, co to, kto to tak pcha, Że
pędzi, że wali, że bucha buch, buch?”. Impreza wprawiła maszynę tę w ruch –
nieudolnie dopowiadam.
Nie
zawiodłem się po raz kolejny. Pięknie niewiasty na parkiecie, uśmiechnięte
barmanki za blatem, w Ich tle kolorowe drinki. Wszystko kręci się jak
pozytywka, tylko DJ lepszy od Libera, bo nie leci w kółko ta sama melodia.
Tu
można spotkać prawdziwe gwiazdy, takie, jak: CZADOMAN, WEEKEND, PIĘKNI I MŁODZI
(to te mniejszego kalibru), ale tu przychodzi sam JACK WISNIOVIECKY i piekarz
T. – postacie wielkiego formatu. Nie można przecież zapominać, że najważniejsi są
sami bywalcy klubu, bo to z myślą o Was powstał ten projekt.
No
i oczywiście Pan Fotograf – człowiek ma anielską cierpliwość. Pracować w takich
warunkach nie jest łatwo. Tu ktoś popchnie, tam obleje, a jeszcze później
trzeba to dobrze oprawić, żeby wyszło trochę lepiej niż było w rzeczywistości.
Chapeau bas.
Hejterzy
mówią, że coś nie tak z ochroną. Nie potwierdzam, jak kiedyś wychodziliśmy i B.
pożegnał się słowami "dobry wieczór", to Pan Ochroniarz ładnie odpowiedział i
jeszcze się uśmiechnął.
Jeszcze
jedna sprawa. Lokalizacja miejsca, moim zdaniem ma symboliczny wymiar. Jeżeli
udało Ci się kogoś interesującego spotkać masz blisko pocztę, by wysłać list.
Jeżeli nie udało Ci się nikogo zapoznać, masz blisko sąd, by tam dochodzić
swojej sprawiedliwości. Jeżeli zabrakło Ci pieniędzy to … nie, nie do banku …
na parking i do domu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


