O mnie

Moje zdjęcie
Nauczyciel języka polskiego i historii. Pasjonat edukacji. Szczęśliwy mąż i przyszły ojciec. Zwykły człowiek o niezwykłych pomysłach na życie :)

poniedziałek, 14 marca 2016

Udziec

Zajechaliśmy z B. pod Polo. B. w kierunku monopolowego, ja starym, dobrym zwyczajem na mięsny, po moje kochane parówki. Jeden z nielicznych produktów, które potrafię sam sobie przyrządzić. Mama mówi, że wkładają tam same odpadki. Oj tam, pakuję do koszyczka. Pani sprzedawczyni ładnie się uśmiechnęła. 10 zł, bo dzisiaj promocja, jeszcze nie zdążyliśmy nanieść. Dziękuję – również się uśmiecham. Jeszcze mamy w promocji udziec – dodaje ekspedientka. Spoglądam na B., od razu przypominam sobie przeboje ostatniej imprezy. Moja Pani nadal ładnie się uśmiecha, około 50 na karku. No może, gdyby była o 10 lat młodsza skusiłbym się także na udziec, a tak zostałem tylko przy parówkach. 

niedziela, 13 marca 2016

7 rzeczy, których nie dowiecie się o mężczyznach ...


Często dziękuję Panu Bogu, że obdarzył mnie – prostego i nędznego człowieczka, tak ważnym przymiotem, jakim jest rozum. Rozum służy do różnych skomplikowanych operacji m.in. do odróżniania czegoś pięknego od totalnego kiczu. Dzięki rozumowi właśnie wiem, że wartość  niektórych filmów mogę rozpoznać już po samym tytule.


„7 rzeczy, których nie wiecie o facetach” – głosi kolorowy afisz przed kinem. Nigdy nie obejrzałem i nie obejrzę, lecz przypuszczam, prawie ze 100 % prawdopodobieństwem, iż wspomniany film nie da potencjalnemu odbiorcy nawet namiastki wiedzy o facetach. W każdym bądź razie na pewno nie o mnie. Słaby ze mnie facet, no ale zawsze, przynajmniej według podręcznika do biologii. Ogólnie wkurzyłem się na reżysera. Na podstawie 7 bohaterów wydawać osąd o całej męskiej populacji to chyba leciutka przesada. Każdy z nas jest jedyny w swoim rodzaju, wyjątkowy i tajemniczy. Jak jajeczko niespodzianka potrzebuje ciągłego odkrywania. Drogie dziewczęta, lepiej wyjść ze swoim facetem na kawę i ciacho niż zmarnować 1,5 godziny na powyższy seans. Jestem przekonany, że przyniesie to lepszy rezultat w poznawaniu męskiego ego. 

Wszak teoria i praktyka rzadko pokrywają się w rzeczywistości. 


czwartek, 10 marca 2016

Dzień Mężczyzny


Z powodu problemów technicznych troszeczkę się ostatnio zapuściliśmy tzn. dokładnie ja się zapuściłem, bo piekarz T. ciągle w formie. Ale wracamy w najlepszym z możliwych momentów. Przeczekaliśmy w milczeniu Dzień Kobiet, by zaatakować ze zdwojoną siłą w Dzień Mężczyzn. O kobiecym pięknie wspominamy praktycznie codziennie, ale dzisiaj jest ten jeden wyjątkowy dzień w roku, kiedy należy się kilka ciepłych słów także Panom. Ogólnie powinna to pisać jakaś kobieta, a nie ja. W sumie niewiele posiadam ze stuprocentowego mężczyzny, no może jedynie ładne oczy … to też nie jest cecha stuprocentowego mężczyzny? No trudno, w każdym razie króciutkie życzenia z okazji dzisiejszego Święta.



Drogi mężczyzno, chłoptasiu, facecie
Niech Ci się wiedzie przy jednej kobiecie
Niech Ci się szczęści wieczorem, z rana
By Twa kobieta była kochana
Nie tylko w dzień przelewu wypłaty
Bądź mądry, szlachetny i nawet bogaty
Nie pij za dużo, nie pracuj zbyt wiele
I nie przesypiaj wszystkich niedzieli
Miej krzepę i siłę, jak dobry piekarz
A nie dobije Cię żaden lekarz
Słuchaj bitów wyłącznie Jacka
A nie dopadnie Cię nuta podłości
Przy Jego hitach ogrody miłości
Otworzą się na wyciągnięcie dłoni
Aż Georg przybędzie z dalekiej toni
I znów się zacznie balanga w remizie
Na naszej ziemi, w polskiej Ibizie
Niech trwa, od poniedziałku do niedzieli
By wszyscy faceci w końcu wiedzieli
Że być mężczyzną znaczy kochać życie
Takiej miłości mężczyznom dziś życzcie



niedziela, 6 marca 2016

W Dzień Kobiet wystroję się jak Bijons

Zachodzę do T., a ten leży na stole. Trzy golarki obok. Co Ty wyprawiasz - pytam? Jak to co? Golę się od pasa w dół - odpowiada. Po jasną cholerę? - kontynuuję lekko zdziwiony. Aby zaimponować swojej kobiecie - rozwiewa moje wątpliwości T. 

Hmm ... może jednak lepiej, że nikogo nie mam. 

A Ty, pełnowartościowy mężczyzno, co zrobisz w Dzień Kobiet, by Twoja Luba wiedziała, jak bardzo Ją kochasz ? :)

Piekarz na wolnym



Z wielkim żalem i smutkiem przyjąłem wiadomość o chwilowej niedyspozycji mojego ulubionego piekarza. Macam się, macam i dochodzę do wniosku, że już czas na małe postrzyżyny. W końcu zbliża się Dzień Kobiet, trzeba jakoś wyglądać, a T. zwichnął sobie paluszek, tzn. palucha. Z takim paluchem raczej mnie nie przyjmie, zresztą R. zwiększył stawkę za wypożyczenie maszynki - dwa wina. Za równowartość dwóch win obetnie mnie również normalny fryzjer z dyplomem. Swoją drogą bardzo mnie ciekawi, jaka panienka urządziła tak T., musiała mieć spory temperament. Zajechałem pod kościół. Nie na mszę, do fryzjera. Fryzjer przyjmuje naprzeciwko kościoła. Pięć minut i po kłopocie. Krócej niż na spowiedzi. Przeglądam się w lusterku. No, no Sierocki, jeszcze niejedna się obejrzy ... na mięsnym w Polo, jak staniesz pomiędzy kośćmi, a świeżą wołowinką.

piątek, 4 marca 2016

Kręgle

Kasia ponownie wpadła na świetny pomysł, organizując uczelniany wypad na kręgle. Nie samą nauką człowiek żyje, nawet jeśli zna wszystkie dzieła Dostojewskiego od A do Z, jak nasz promotor T., nie mylić z piekarzem T. Od piekarza do promotora dość długa droga, choć zarówno jeden, jak i drugi mogą pełnić rolę mentora. Promotor T. jest mentorem dla studentów i doktorantów, piekarz T. jest mentorem bułeczek i rogalików. 

To był mój pierwszy raz, tzn. kręgle. Na początku miałem problem, aby włożyć palce w odpowiednie dziurki. Kompletnie się na tym nie znam. Kasia wiedziała lepiej, poinstruowała mnie, że kciuk do największej. Dobrze? - zapytałem dla pewności. Doskonale - odpowiedziała. Oczywiście nasz kochany promotor T. nie miał żadnych problemów z ułożeniem palców. Prawdziwy mężczyzna z krwi i kości, choć jak się dokładnie przyjrzałem to bardziej z kości. Lata doświadczeń robią swoje, nie tylko w pracy dydaktycznej, ale też na kręgielni.

Ja rozpędzałem się powoli. Pierwsze 8 rzutów na zero. Forma stabilna, ale słaba - myślę. Pocieszał mnie fakt, iż Marta parę rzutów zupełnie spaliła, ja przynajmniej trzymałem się na torze. Dopiero później zaczaiłem, że trzeba kulę bardziej położyć, o tak do dołu. Wtedy lepiej idzie. Nie mogłem o tym wiedzieć, nikogo wcześniej w takiej pozycji nie układałem. Promotor T.  układał, to akurat zrozumiałe, Wojtek wyraźnie też, ale żeby nawet Michał - to już wykraczało poza ramy mojej wyobraźni. 

I runda dla promotora, T., choć do 100 punktów zabrakło jednego oczka. W drugiej to ja brylowałem, rzucając za siebie i za Dorotkę. Czułem się prawie, jak Maria Komornicka Piotr Włast. Wygrana. Może teraz dostanę buziaka od mojej ulubionej Pani Profesor. Czekam od pierwszego roku studiów licencjackich. Lata lecą, włosów coraz mniej, a obietnica niespełniona, bo Pani Profesor niby wciąż chora.

wtorek, 1 marca 2016

Znajomy klub w mieście

Na studiach filologicznych pojawia się w pewnym momencie taki magiczny przedmiot – metodologia badań literackich. I na tym przedmiocie uczą, jak analizować dzieło literackie pod różnym kątem. No wiecie, piekarz T. ma foremki, trzepaczkę i nóż, a filolog ma określoną metodologię i musi ją znać, aby dobrać się do konkretnego dzieła.

Jedną z metodologii badań literackich jest geopoetyka. W ramach geopoetyki można np. dowieść, jak dana przestrzeń wpływa na samopoczucie bohatera. Prawdziwa opowieść to nie tylko fascynujący ludzie, ale także ciekawe i inspirujące miejsca. Tyle uczelnianego wywodu, teraz praktyka.

Wszystkie drogi naszych bohaterów wiodą w jednym kierunku. Wszyscy pędzą do znanego klubu w mieście. Sobotnia lokomotywa rozkręca się na dobre, a ja pytam słowami poety: „A skądże to, jakże to, czemu tak gna? A co to, co to, kto to tak pcha, Że pędzi, że wali, że bucha buch, buch?”. Impreza wprawiła maszynę tę w ruch – nieudolnie dopowiadam.

Nie zawiodłem się po raz kolejny. Pięknie niewiasty na parkiecie, uśmiechnięte barmanki za blatem, w Ich tle kolorowe drinki. Wszystko kręci się jak pozytywka, tylko DJ lepszy od Libera, bo nie leci w kółko ta sama melodia.


Tu można spotkać prawdziwe gwiazdy, takie, jak: CZADOMAN, WEEKEND, PIĘKNI I MŁODZI (to te mniejszego kalibru), ale tu przychodzi sam JACK WISNIOVIECKY i piekarz T. – postacie wielkiego formatu. Nie można przecież zapominać, że najważniejsi są sami bywalcy klubu, bo to z myślą o Was powstał ten projekt.

No i oczywiście Pan Fotograf – człowiek ma anielską cierpliwość. Pracować w takich warunkach nie jest łatwo. Tu ktoś popchnie, tam obleje, a jeszcze później trzeba to dobrze oprawić, żeby wyszło trochę lepiej niż było w rzeczywistości. Chapeau bas.

Hejterzy mówią, że coś nie tak z ochroną. Nie potwierdzam, jak kiedyś wychodziliśmy i B. pożegnał się słowami "dobry wieczór", to Pan Ochroniarz ładnie odpowiedział i jeszcze się uśmiechnął.


Jeszcze jedna sprawa. Lokalizacja miejsca, moim zdaniem ma symboliczny wymiar. Jeżeli udało Ci się kogoś interesującego spotkać masz blisko pocztę, by wysłać list. Jeżeli nie udało Ci się nikogo zapoznać, masz blisko sąd, by tam dochodzić swojej sprawiedliwości. Jeżeli zabrakło Ci pieniędzy to … nie, nie do banku … na parking i do domu.